Szpiegują… ale nie tylko – mordują!

samochody Google z urządzeniem do nagrywania

„Wielki brat” zaczyna ujawniać swoje oblicze. Coś co kilka lat temu uznawano za bajkę, którą należy włozyć pomiędzy książki rodzaju „Nowy Wspaniały Świat” Aldousa Huxleya czy „1984” George’a Orwella, staje się faktem uznawanym przez media. Oto kilka tytułów z internetowej prasy polskojęzycznej:

  • „Brytyjski rząd nakazał Google’owi zniszczyć dane, które zebrał o mieszkańcach Zjednoczonego Królestwa w 2008 roku. Firmie grozi też proces za złamanie reguł ochrony prywatności w Niemczech i USA. Po co koncernom informacje o ich klientach?” (Gazeta Prawna)
  • „…Na podstawie posiadanych przez nas informacji możemy stwierdzić, że Google z naruszeniem niemieckiego prawa nielegalnie nagrywał dane przepływające w prywatnych sieciach(Kopalnia Wiedzy)
  • „…by móc publikować swoje zdjęcia w internecie, należy zainstalować zamkniętą aplikację i pozwolić jej na indeksację dużego kawałka dysku. Twórcą usługi jest firma, w której interesie jest wiedzieć jak najwięcej o internautach” (Marcin Szumański)
  • „4 lata szpiegowania w Google (…) Jak wiadomo urzędnicy niemieccy są bardzo skrupulatni (…) Postanowili sprawdzić, co właściwie rejestrują samochody należące do Google”(googlowanie.blox.pl)

Jak wiadomo, Google jest gigantem, który wyrósł całkiem niedawno Nazwa jest wariacją słowa googol oznaczającą licznę 1 ze 100 zerami i ma symbolizować ilość informacji jaką google posiada. Tak więc od samego początku intencją firmy było zbieranie informacji o sieci i użytkownikach! Założyciele Google Larry Page i Sergey Brin już na studiach na Uniwersytecie w Michigan zajmowali się teoriami  sortowania wielkich baz danych pod kątem istoty informacji – czyli wychwytywania słów kluczowych czy też aplikowaniem sztucznej inteligencji do wielkich baz danych. Są też twórcami systemu wykorzystywania małych i tanich komputerów do tworzenia wydajnych serwerów. Nic dziwnego, że ich badaniami zainteresował się pewne służby. Do stworzenia wyszukiwarki nakłonil ich David Filo, założyciel Yahoo, o której również domniemywa się, że dostarcza informacji dla amerykańskich agencji wywiadowczych (Yahoo is spying on you http://www.wnd.com/?pageId=119240).

Tak więc, od samego początku serwisy na których polegamy w życiu codziennym są „marchewką”, która ma nas skłonić do ujawniania swoich danych, kontaktów, poglądów politycznych, orientacji seksualnej i intymnych informacji, a te przecież mogą być wykorzystane politycznie! I tak się dzieje. Wiele afer z politykami, szczególnie w USA, zostało ujawnionych na skutek „przecieku” z prywatnych maili czy też poprzez wizyty tychże na stronach pornograficznych, kontakty internetowe z prostytutkami czy małoletnimi partnerami, itd. (np. http://wincoast.com/forum/showthread.php?t=42116 ). Jest to niebezpieczny trend gdyż tego typu oskarżenia polegają na dowodach wirtualnych, a te jak wiadomo łatwo jest sfałszować. O przestępstwo przez internet można więc oskarżyć każdego – i nie ma co się dziwić, że stosuje się to do ostrej walki politycznej.
Jest tak też w Polsce gdzie zakłada się procesy sądowe o rzekome fałszywe czy szkalujące publikacje. To wszystko może się odbyć na podstawie spreparowanego oskarżenia prywatnego osoby, która mieszka w innym kraju*!

Internet jst więc bronią. Bardzo groźną bronią, zresztą wprowadzoną do użytku w odpowiednich celach. Nie zapomnijmy kto jest autorem, a przynajmniej tak się powszechnie uważa (http://www.snopes.com/quotes/internet.asp). Jest nim sam Al Gore, globalista, który za wszelką cenę chce zniszczyć cywilizację promując teorię tzw. „globalnego ocieplenia” spowodowanego działalnością człowieka. Jak się niedawno okazało z wycieku tysięcy emaili pomiędzy naukowcami (tu służby mogły zadziałać w naszym interesie), że dane są manipulowane w ten sposób aby poprzeć politycznie poprawną teorię negatywnego wpływu cywilizacji na ocieplenie klimatyczne (http://politics.usnews.com/opinion/blogs/peter-roff/2009/11/30/global-warming-e-mails-scandal-show-scientists-may-have-cooked-the-facts.html ). Ci manipulatorzy ustalali pomiedzy sobą jakie dane powinny dotrzeć do opinii publicznej, a jakie nie.
Mimo wycieku, teoria ocieplenia klimatycznego na skutek działalności człowieka jest nadal wykorzystywana w celach politycznych i finansowych – podatek od CO2 może całkowicie sparaliżować przemysł, a nieliczni zarobić na nim krocie. Czy więc tacy ludzie jak Gore zasługują na zaufanie? Czy można więc mieć złudzenia co do intencji wprowadzenia internetu?

Nie można jednak zapominać, że zarówno faszyści, komuniści, jak i teraz – globaliści, są tylko ludźmi i mogą popełniać błędy. Tak jest i z internetem – stął się bronią przeciwko nim samym. Nad informacjami krążącymi po sieci na razie nie daje się panować nawet za pomocą największych komputerów. Powstanie nowych form przekazu – adycji internetowych, YouTube i podobnych serwisów, jeszcze bardziej poprawiło świadomość społeczną. Jeden z głównych autorów przemian globalnych, Zbigniew Brzeziński niedawno publicznie się powiedział: „po raz pierwszy w całej historii niemal cała ludzkość jest politycznie aktywna, świadoma i działająca w sposób interaktywny” (http://www.globalresearch.ca/index.php?aid=19873&context=va). Stanowi to największe wyzwanie dla elit, które dotąd z ukrycia kierowały losami świata. Zatem to co obecnie obserwujemy m.in. w internecie  jest przejawem walki o kontrolę nad społeczeństwem. Jednak tenże sam Brzeziński dodał, że „łatwiej jest obecnie zabić milion ludzi niż ich kontrolować” (http://www.dailymotion.pl/video/xafw6o_the-uprising_music#from=embed).

Zjawiska, które obserwujemy są więc nową formą wojny – III wojna światowa nie jest sprawą przyszłości, jest ona prowadzona od kilku lat, na razie w sposób ukryty – poprzez wzmacnianie kontroli, niszczenie opozycji za pomocą różnych środków, w tym głównie „prawa”, obniżanie naszego poziomu życia, masowy rabunek na poziomie całych państw i narodów, sztuczne epidemie, opryski chemiczne, fluor w wodzie czy aspartam w kilku tysiącach produktów. Genetycznie modyfikowana żywność ma na celu sterylizację i wyrządzenie jak najwięcej szkód naszemu zdrowiu.
Zło sięga apogeum – w nowoczesnych wojnach stosuje się broń niszczącą nasz materiał genetyczny – w sposób urągający naszej cywilizacji zaatakowano Serbów, niemal całkowicie zniszczono już narody iracki i palestyński, masowy mord dokonuje się na Afgańczykach. Planowane i wykonywane jest też niszczenie Polaków, czego objawem jest palestynizacja naszego kraju – przejęcie gospodarki kraju, bezprawna grabież nieruchomości, niszczenie biznesów prywatnych i rolnictwa. Niedobrze wygląda planowana reforma służby zdrowia, która de facto spowodować może, że ludzie słabsi i chorzy zostaną poddani nieformalnej eutanazji.

Amerykanie stoją na niewiele lepszej pozycji, w chwili obecnej jest frontalny atak na wolności zagwarantowane przez Konstytucję, za pomocą zarządzeń prezydenci dokonują rewolucyjnych zmian, jak niezgodne z Konstytucją ograniczanie swobód obywatelskich poprzez rewizje osobiste, naloty na mieszkania i domy w celu poszukiwania broni (co w USA jest legalne), śledzenie obywateli w sieci, zakładanie obowiązkowych podsłuchów i podglądów w mieszkaniach (!), szkołach, parkach na ulicach, itd. Totalna kontrola, o której tylko pomarzyć mogli tylko Hitler i Stalin.

Wszystkie systemy totalitarne broniły się zaostrzeniem kontroli i niszczeniem fizycznym opozycji. Zazwyczaj jednak oznaczało to bliskość ich upadku. Niechlubnym wyjątkiem jest komunistyczna Rosja, w której wymordowano praktycznie wszystkich oponentów, system działał więc przez następnych kilkadziesiąt lat.  W USA o dziwo zaczyna obowiązywać podobny wzorzec – administracja Obamy ogłosiła, że ma prawo zabić kogokolwiek bez żadnych procesów czy wyroków (http://www.infowars.com/americans-have-no-rights/)

Czy czeka nas teraz podobna sytuacja? Czy morderstwo Dariusza Ratajczaka jest sygnałem, że rozpocznie się polowanie na czarownice?
Uważam, że nie. Myślę, że w Europie i na świecie jest tylu światłych ludzi, także w służbach, którzy w odpowiednim momencie powiedzą „nie”.  I sądzę, że moment ten jest bardzo blisko, zależy jednak od stopnia uświadomienia społeczeństwa. Dlatego nie można milczeć gdy się wie.

=======================================================================
*Jest tak w sytuacji autora tego artykułu, którego oskarżyciel prywatny zaskarżył na policji w Warszawie (podczas gdy mieszka w Krakowie, a skarżący podaje adres w … Zgierzu, chć sam mieszka w USA) o publikacje dokonane rzekomo w USA! Owszem, oskarżony miał stronę w USA, która była częścią jego działalności jamerykańskiej firmy i była chroniona prawem amerykańskim. Co więcej, biegły sądowy udowodnił, że nie można stwierdzić czy podane publikacje są faktycznie autorstwa oskarżonego, z jakiego kraju zostały umieszczone na internecie i czy w ogóle zostały zamieszczone na jego stronie. Sprawa powinna zostać na start umorzona, ale nie – prezes sądu a priori zakłada że oskarżony popełnił czyn, na co wskazuje jego list, a sędzia chcąc nie chcąc dąży do odczytania aktu oskarżenia.

Reklamy