Tragedia wschodniej części wyspy Honshu

Nie jest zaskoczeniem, że Japonia jest o wiele bardziej skażona, niż podają oficjalne źródła. Dane prefektury Iwate pokazują, że skażenie trawy w odległości 90 – 125 mil od elektrowni przekraczają granice bezpieczeństwa. Skażenie trawy radioaktywnym cezem przekracza 300 bekereli na kilogram na terenach odległych od elektrowni od 150-200 km na północ.
W związku z tym Japońscy naukowcy przygotowali niezależny plan monitorowania radioaktywności. Mapka, która powstała z zebranych danych jest szokująca.

Jeden szeroki pas skażenia radioaktywnego sięga 225 kilometrów do Tokio, gdzie wcale się nie kończy. Wewnątrz tego pasa można wyróżnić „gorące obszary”, jednym z nich jest północna część Tokio, Kashiwa i sąsiednie miasta w prefekturze Chiba.
Mapa skażenia odzwierciedla skomplikowany wzór, który wynika z ukształtowania terenu oraz prądów powietrznych.
Poziom groźnego dla zdrowia skażenia promieniotwórczego rozpoczyna się od 0,1 mikrosiwerta/godz, kolor czerwony oznacza 50-krotne przekroczenie tej wartości. Jak wiadomo, najbardziej narażone na skutki promieniowania są dzieci.
Skażenie Japonii ujawnia się np.w promieniotwórczości herbaty importowanej przez inne kraje.
Dziennikarz amerykański Dahr Jamail, zrelacjonował w skrócie treść wystąpienia Arnie Gundersena.
I tak:

  • Zostało odsłoniętych 20 rdzeni reaktorów, baseny z paliwem mają po kilka rdzeni, daje to potencjalnie 20 razy więcej materiału promieniotwórczego, który może być uwolniony niż to było w przypadku Czarnobyla.
  • Dane wskazują na obecność „gorących obszarów” w odległościach większych od elektrowni, niż to było w przypadku Czarnobyla. W wielu przypadkach na tych obszarach skażenie jest większe niż w obszarach uznanych za nie do życia po katastrofie w Czarnobylu.
  • Są całe kilometry kwadratowe skażonych terenów w odległościach 60-70 km od reaktorów. Nie będzie możliwe ich oczyszczenie. 30 lat po Czarnobylu, na terenie Niemiec można znaleźć radioaktywne dziki.
  • O tym, że z japońska elektrownia uwolniła więcej promieniotwórczego materiału niż Czarnobyl potwierdziła nawet firma nią zarządzająca TEPCO, co daje katastrofie pierwsze miejsce w historii.

Doradcy rządu japońskiego d.s. skażenia promieniotwórczego uważają, że obszar 966 kilometrów kwadratowych wokół elektrowni, czyli 17 razy jak Manhattan, jest niemożliwy do zamieszkania.
Skażenie nie ogranicza się do Japonii. Autor artykułu przytacza dane odnośnie śmiertelności niemowląt w
północno-zachodnich stanach USA zaraz po katastrofie – wzrost wynosi 35 procent. odnosi się to do dużych miast – San Jose, Berkeley, San Francisco, Sacramento, Santa Cruz, Portland, Seattle i Boise.
Arnie Gundersen uważa, że uwolnione zostało o wiele więcej materiału promieniotwórczego, niż to się podaje.
Najgorsze są mikrocząstki izotopów cezu, strontu i plutonu. Są to tzw. „gorące cząstki”.Można je znaleźć praktycznie wszędzie w Japonii – w ciągu ostatnich 90 dni opadają one w wysokich stężeniach, często znajduje się je np. w filtrach powietrznych samochodów z prefektury Fukushima i Tokio.
Można je także znaleźć w filtrach samochodów w USA – np. w Seattle.
Jeśli dostaną się do przewodu pokarmowego lub płuc, to te cząstki mogą być przyczyną raka. Ich radioaktywność powoduje, że organizm jest narażony na ciągłe drażnienie. Przypomina to sytuację wieloletniego palacza – jeden papieros nie zaszkodzi, jednak ciągłe palenie powoduje, że ryzyko zachorowania na raka jest duże.
Najwięcej tych „gorących cząstek” pojawiło się w kwietniu. Mieszkańcy prefektury Fukushima wchłonęli je w dużych ilościach, ale pojawiły się i na Zachodnim Wybrzeżu USA. Najgorsze jest to, że nie można ich wykryć licznikiem Geigera-Mullera.

Tragedii nie widać końca, wciąż uwalniane są radioaktywne gazy i olbrzymie ilości skażonych płynów. Wrzenie ustanie dopiero po co najmniej roku – do tego czasu wycieki i wyziewy nie ustąpią.
Największy problem jest z reaktorem nr. 4. Jest on bliski zawalenia. Można się poważnie obawiać sużych
wstrząsów wtórnych, jak to było na Sumatrze, gdzie nawet po 3 miesiącach nastąpiło wielki wstrząs o sile 8,6. Gdyby tak się stało to doszłoby do całkowitego odsłonięcia paliwa nuklearnego, a z taką sytuacją nauka nie potrafiłaby sobie poradzić. Niedawno w Fukushimie doszło do trzęsienia o sile 5,6 w skali Richtera. System oczyszczania skażonej wody został zatrzymany, gdyż nastąpił nieoczekiwany wzrost poziomu  promieniowania. W ciągu 5 godzin osiągnął on wartości jakie były przewidywane, że nastąpią w ciągu miesiąca.

Sytuacja na dzień dzisiejszy wygląda nieciekawie. Reaktory 1,2 i 3 mają radioaktywne śmieci na podłogach, stopione rdzenie, w których jest pluton. Będzie trzeba to jakoś usunąć, gdyż taki materiał powoduje skażenie środowiska przez setki tysięcy lat. Nie wiadomo w jaki sposób można podnieść stopione rdzenie z podłóg reaktorów i umieścić je w jakichś pojemnikach, które odizolowałyby je na zawsze.
Nie ma na to jeszcze metody, nauka nie podaje w jaki sposób można przechowywać i zneutralizować produkty rozpadu jądrowego. Fizyk nuklearny, a zarazem ofiara bomby atomowej w Hiroskima, Dr Sawada uważa, że powinno się zaprzestać tego sposobu wytwarzania energii, do momentu opracowania metody przechowywania tworzonych podczas reakcji izotopów, gdyż narażamy przyszłe pokolenia.
Arnie Gundersen sądzi, że opracowanie takiej metody zajmie co najmniej 10 lat. Tak więc gdzieś za 15 lat może uda się rozebrać reaktory, a do tego czasu woda zostanie poważnie skażona. Już teraz zawartość radioaktywnego strontu w wodzie pitnej w Fukushima, przekracza 250 razy dozwolone limity. Bardzo trudno jest oczyścić wodę ze skażenia radioaktywnego, zatem można być pewnym, że woda w tej części Japonii będzie skażona przez bardzo długi czas. Obawy potwierdzają historie katastrof nuklearnych w Czarnobylu i Three Mile Island, których skutki są odczuwalne po wielu, wielu latach.

Reklamy