Wydarzenia i komentarze, 12 lipca 2011r

Stan wyjątkowy w małym mieście zapowiedzią tego co się będzie działo w USA?

Jennifer Jones wyprowadzana z urzędu miasta

To, że władze federalne USA obawiają się rozwoju wydarzeń w Quartzsite, świadczą zamykane strony, które zbyt odważnie piszą na ten temat. Afera dość typowa – lokalna mafia policyjno – sądowniczo – administracyjna, uzurpująca sobie prawa do wszystkiego w tym 3,600 mieście. Jedna odważna kobieta, której nie można było zatkać gęby i sprawa się rypła na cały kraj. A trzeba pamiętać, że mieszkańcy Arizony są uzbrojeni po zęby.
Jennifer Jones, 45 letnia kobieta po swoich perypetiach z biznesem tresowania piesków, poszła na całego – założyła gazetę „The Desert  Freedom Press” (Wolność słowa na pustyni) i zaczęła walczyć z terroryzującą miasto mafią. Udało się doprowadzić do wybrania uczciwego burmistrza, który podczas zebrania rady miasta poruszył również sprawę korupcji. Jones skorzystała z prawa głosu i zaczęła obnażać fakty – wszystko to nagrywało 25 kamer zainstalowanych wcześniej dla zastraszenia oponentów mafii. Tym razem jednak kamery zadziałały na niekorzyść szajki w radzie miasta – szef policji, którego lokalne media przedstawiają jako zbawcę na skalę Jezusa Chrystusa (!), wbrew woli burmistrza brutalnie wyprowadził dziennikarkę z sali, wykręcając jej rękę.
Pewnie by się na tym skończyło gdyby nie odwaga kobiety – od razu poinformowała o zajściu niezależne media w USA, w tym Alexa Jonesa, który w piątek przeprowadził z nią godzinną rozmowę  – program odbiera codziennie kilkanaście milionów ludzi na całym świecie. Szokujące fakty, które przedstawiła Jones jak żywo przypominają sytuację, która ma miejsce w wielu miastach Polski. Amerykanie jednak nie mają takiej cierpliwości i nie boją się jak Polacy – wobec szajki posypały się groźby. No i rada zwołała w niedzielę tajne obrady i wprowadziła stan wyjątkowy.
Jak się rozwinie sytuacja zobaczymy, można przypuścić jednak, że tym razem zbirom nie ujdzie na sucho  Co więcej, zadyma może się rozlać na cały kraj – taka jest moc niezależnych mediów internetowych.

Prezydent Obama i nielegalny handel bronią z Meksykiem

Prokurator Generalny może polecieć

Ta sprawa wyszła niedawno. Jak wiadomo, w Meksyku toczy się od dłuższego czasu regularna wojna rządu z mafią narkotykową. Uzbrojeni meksykańscy dealerzy narkotyków terroryzują Amerykanów mieszkających w pobliżu granicy, jest wiele ofiar. W Meksyku są to dziesiątki tysięcy…W Meksyku nastąpił wyciek z więzienia – media otrzymały wypowiedzi dealera z gangu Los Zetas, zwanego „El Mamito” (pełne nazwisko Jesus Enrique Rejon Aguilar), który oświadczył, że broń pochodzi od członków amerykańskiego gangu Gulf Cartel, którzy kupują broń w USA i sprzedają meksykańskim gangsterom. Co gorsza, sprzedającymi jest amerykański rząd!
Sprawę rozdmuchano, bowiem celem tej akcji administracji Obamy było ewidentnie zlikwidowanie drugiej poprawki do Konstytucji, tj. prawa do posiadania broni.
Prowadzone są obecnie przesłuchania, z których wynika, że Obama dał zielone światło agencji Alcohol Tobacco & Firearms (d.s. Alkoholu, Tytoniu i Broni) by zachęciła właścicieli sklepów z bronią do sprzedaży karabinów amerykańskim przemytnikom. Trick miał polegać na tym, że te karabiny miały służyć do zabijania przygranicznych Amerykanów. To z kolei byłoby pretekstem do zablokowania sprzedaży broni w USA. Ta akcja ma nawet swoją nazwę: Fast and Furious.
Afera powinna być powodem do natychmiastowego zawieszenia Prezydenta w swoich funkcjach, jednak układ jest tak mocny, że prawdopodobnie do tego nie dojdzie. Odpowiedzą jednak ludzie, którzy są równie, a może i nawet bardziej szkodliwi, jak Prokurator Generalny Eric Holder, który doskonale wiedział o operacji Operation Fast and Furious.
Powszechnie uważa się, że administracja Obamy, który nie powinien być nawet prezydentem, gdyż nie urodził się w USA, dąży do spacyfikowania kraju za pomocą wojska, służb TSA, Homeland Security i prywatnych najemników. Sytuacja podobna do tej w 1917 w Rosji, z tą właśnie różnicą, że w USA jest ponad 200 mln sztuk broni w prywatnych rękach.

Reklamy