„Peryskop” o wyborach

(…) Czołowi politycy i ich dotychczas niezawodni dziennikarze wykazują niespotykane zdenerwowanie. Nie tylko w Polsce. A przyczyna obecnego podminowania tkwi w niespotykanej dotąd w historii skali przekrętu, w jakim wzięli udział. (…) Ale taki wstrząs właśnie nadchodzi i od nas – obywateli tego kraju – w pewnej mierze teraz zależy czy będzie miał charakter pokojowy, czy siłowy i krwawy. (…)  

„Peryskop” o wyborach (nadesłane e-mailem: od „Peryskop”)

Zacznijmy od końca:
czy Sąd Najwyższy unieważni nadchodzące wybory?

Nie jest to takie pewne, bo wyroki są coraz bardziej nieprzewidywalne.
A tu może wystarczyć uzasadnienie, że co prawda PKW naruszyła przepisy kodeksu wyborczego ale został on skonstruowany niejednoznacznie, a ponadto skarżące ugrupowania nie wykazały ponad wszelką wątpliwość, że zaistniałe naruszenie procedury w istotny sposób wpłynęło na zmianę ogólnego wyniku wyborów. Kropka.

Czy bojkot będzie sukcesem?

Raczej nie, ale zapewne zostanie oceniony jako sukces przez obie strony batalii. Bo ci przy władzy uznają, że bojkot miał niewielki zasięg i nie wpłynął znacząco na układ sił. Natomiast uczestnicy bojkotu nawet wobec nikłych efektów swojego protestu nie będą mogli oceniać go negatywnie, ponieważ swoje decyzje wyprowadzili z pozytywnych przesłanek. A więc kolejny jałowy „sukces” !

Dlaczego efekty bojkotu prawdopodobnie będą praktycznie niezauważalne?

Przede wszystkim dlatego, że wszystkie tzw. żelazne elektoraty pójdą oddać swoje głosy na „wybrańców” zapodanych im przez każdą z nóg obecnego cztero-kanciastego stołu, a resztówki – tzn. głosy niezdecydowanych, rozczarowanych i poszukujących „nowych rozdań” – zgarną wypuszczone w tym właśnie celu zamiataczki drugiego rzutu. Ponadto techniki upiększania wyników wyborczych są znane i stosowane, co ostatnio wykazał prof. Przemysław Śleszyński na procederze dostawiania krzyżyków w ubiegłorocznych wyborach samorządowych. W necie jest też wcześniejsza analiza wskazująca na oszustwa popełnione podczas ostatnich wyborów prezydenta Warszawy. Czy fortuna się wnet odwróci i przybędzie nam zmodyfikowane porzekadło: kto krzyżykiem wojuje…?

Dlaczego efekty bojkotu będą raczej negatywne dla społeczeństwa?

Bo jest to akcja nieprzygotowana, wynikła z negacji i z braku pomysłu.
Przejrzałem wpisy tu i tam i widzę klasyczną grecką tragedię w zmaganiach – bojkot? – czy wybory? W tych swarach niełatwo jest odróżnić rozsądnych, dumnych patriotów od bezideowych geszefciarzy.
Bowiem jeśli odrzucić retorykę jako do niczego niezobowiązujące uzasadnienia reprezentowanych postaw, to pozostają gołe argumenty, sprzeczne że aż żal ściska, jeśli patriotyzm i pragmatyzm przemawiają za aktywną postawą tj. za pójściem na wybory, ale sytuacja powoduje,że ten sam patriotyzm i ten sam pragmatyzm uzasadniają też ich bojkot.
A w głosowaniu cząstkowym głębszego sensu także nie ma. I tak już na tym etapie z frustracji rodzi się nienawiść i pojawiają się najcięższe zarzuty oraz obelgi.

Dlaczego nie ma kandydatów, którym można by zaufać i ich polecić?

Bo nie ma chętnych, którzy byliby ambitni, rozsądni, uczciwi i chcieli poświęcić się polityce. Przecież w panujących obecnie realiach życia politycznego, nacechowanego korupcją oraz wymogiem braku własnych poglądów, wystarczy już tylko jedna z tych cech, aby osoba rozsądna, albo tylko uczciwa, straciła ochotę na kandydowanie w wyborach. Zatem jest to systemowy brak dobrych kandydatów. A jeśli przez przypadek przez sito wyborcze przeszedłby ktoś rozsądny i uczciwy, to szybko go nauczą jak się zaadaptować do wymagań układu. Natomiast „nieudacznicy” którzy się nie potrafią nagiąć, zostaną zmuszeni do odejścia w ten czy w inny sposób. Głosowanie na kandydatów poniżej piątej pozycji na listach jest także skazane na fiasko dopóki funkcjonuje obecny skuteczny system korumpowania, ściganie tego typu przestępstw nie
istnieje, a Julię P. pilnuje dorsz za 6.80 + VAT.

Struktura elektoratu – czyli kto kogo, kiedy i jak?

Demograficzny obraz tworzą grupy społeczne różniące się w swojej strategii decyzji i działania, bo inaczej sytuację oceniają pracujący w prywatnych firmach, a inaczej biurowi w urzędach, swoich interesów pilnują lekarze, nauczyciele, palestra, a jeszcze inaczej nie bardzo wiadomo dlaczego faworyzowana mundurówka. Na to nakładają się podziały na mieszkańców miast i mieszkańców wsi, a wreszcie inne priorytety mają starsi, a inne młodsi – zwłaszcza ci którzy dali się zwieść i pourządzali się za kredyty. Wprowadzone przemieszanie kryteriów zniwelowało podziały na inteligencję, robotników i chłopów, bo dziś każdy jest „mądry”, a za najmądrzejszego uchodzi kto dużo ma i dużo może. Promowanie przebojowości zwiększyło ogólny poziom agresji i zabija solidaryzm społeczny. Pojawiło się skundlenie starannie kamuflowane pustym gestem, nieszczerym uśmiechem i fasadową, formalną filantropią, pozbawioną uczuć, a służącą dla zabicia wyrzutów sumienia, zagłuszanych muzycznym hałasem, ekstrawagancjami z tv oraz z kolorowych pisemek.

Rozterki wyborcze nie iskrzą tylko pomiędzy poszczególnymi osobami, ale także męczą sumienia wielu spośród nas. Ja też w poprzednich wyborach zastosowałem bojkot aby wyrazić protest przeciwko draństwu jakie się rozpleniło – przepraszam – jakie zostało sukcesywnie i starannie rozplenione z naszym biernym przyzwoleniem. Nie tylko w Polsce! Zauważmy, że to nie jest tylko skutek wieloletnich zaniedbań, ale efekt sprytnie zastawionych rozmaitych pułapek konsumpcyjnych, na które większość człowieczeństwa dała się skusić. Wciska się nam nieprzydatne ale kuszące gadżety żeby się szybko rozpadały. Powstał system oparty na zakłamaniu, podstępie, naginaniu prawa, cynizmie, kradzieży prostej lub pośredniej, zastraszaniu, bezczelności we wmawianiu kłamstw jako prawdy, i na sztuce wypierania z psychiki niewygodnych odczuć.

Jedni czują się znakomicie w tej postmodernistycznej rzeczywistości, inni próbują „iść z duchem czasów” i dostosować się, a jeszcze inni przeciwstawiają się tym globalistycznym trendom jako sprzecznym z podstawami cywilizacji, oraz z zasadami etyki i religii. Jest jeszcze kategoria frustratów świadomych społecznego wykluczenia i kojących swoje ambicje i sumienie poprzez rezygnację. W tej niezdrowej sytuacji wybory straciły walor demokratycznego wyłaniania naszych przedstawicieli do władz, a stały się arenami bezwzględnej walki politycznej i ekonomicznej.

Co nam oferują politycy?

Na rynku wyborczym ukazały się dość kuszące kiełbasy. Liderzy chcą mieć jeszcze kilka lat spokoju, ażeby móc nas spokojnie dokończyć. Stronnicy ludowi zapowiadają antykryzysową śrubę ale dopiero po przeliczeniu głosów. Opozycja podpisała, że nie wpuści do Polski GMO i przegoni wyzyskiwaczy. Sojusznicy lewicy uznali, że Vincent ukrył dług, a Kościół jednak ma rację bytu. Wszystko co najważniejsze poszło na całość, a w porywie przesiadło się na lodokręty. Ruch stojący w rozkroku gwarantuje in-vitro z antykoncepcją (czy jako zestaw?) oraz wymianę rządu na unijny. Najnowsza prawica chce niewidzialną ręką wpuścić genetycznie modyfikowane wierzbo-gruszki ekonomiczne. A więc jak zwykle jest w czym wybierać.

Na czym opiera się zasadniczy schemat dzisiejszego stylu rządzenia?

Dlaczego władzy uchodzą drastyczne zachowania, z którymi nawet nie bardzo się kryje? Dlaczego milczenie rządu jak i opozycji nie jest oprotestowane przez społeczeństwo, kiedy ma miejsce naganne, a czasem wręcz przestępcze wykorzystywanie aparatu władzy przeciwko sprawiedliwości i prawu? Dzieje się tak, ponieważ taka metoda postępowania została zbudowana na wykorzystaniu ukrytej cechy obecnej aż u 95% populacji. Otóż jest to „powszechna bezwolność”, którą wykazał Stanley Milgram w słynnym eksperymencie, polegająca na naturalnym poddawaniu się władzy dzięki podatności ludzi na działania
grupy, większości, tłumu, przywódców, mediów, itp. Bez tej cechy naszej psychologii, pozwalającej łatwo manipulować masami, rozpowszechniony obecnie styl rządzenia przy pomocy kłamstwa nie mógłby się przyjąć. Należy podkreślić, że w oparciu o tę cechę pozwalającą na łatwe manipulowanie, została stworzona demokracja, bo to pozwalało faktycznej władzy na pełną kontrolę społeczeństwa z przerzuceniem odpowiedzialności na bezimienne masy.

Na czym polega pułapka bojkotu?

Owszem, sytuacja nieco wstydliwa dla establiszmentu powstałaby, gdyby do wyborów poszedł tylko najsztywniejszy elektorat tzn. szeroko rozumiana kasta urzędniczo-mundurowa z rodzinami czyli ok. 30% uprawnionych. Bo to trochę mało, aby bronić tezy, że Polska jest demokratycznym państwem prawa. Ale ta teza jest z gruntu fałszywa, bo w praktyce przepisy prawa są wprowadzane przez „legislatorów” motywowanych nie wolą ludu, ale przez prywatnych lobbystów oraz unijne tj. obce dyrektywy. Przecież wiadomo również, że ustawy można „lubczasopismować” albo odpowiednio przeorientować poprzez kreatywne przepisy wykonawcze, lub wręcz przez ich brak. Zatem praworządność i demokracja to dziś byty teoretyczne wobec dysfunkcji prokuratury, sądownictwa oraz organów nadzoru i kontroli. Wniosek: nikt się nie będzie przejmował niską frekwencją.

W dodatku będzie ona zapewne wyższa nawet o ok. 20-25%, bo nie sposób schować dowodów wszystkim, którzy pójdą do urn z pobudek uznanych przez siebie za patriotyczne. A to oznacza, że nawet bez retuszu w komisjach frekwencja może sięgnąć poziomu ok. 50-55% i cel bojkotu będzie chybiony, bo próżne są nadzieje, żeby „świat to zauważył i się wypowiedział”. Przecież „świat” ma bardziej dramatyczne sprawy na tapecie z perspektywą globalnego kolapsu, bankructwami państw, eksterminacją w Palestynie i Afryce, oraz wojnami które się już toczą lub wnet wybuchną na całego.

W opisanej sytuacji zabraknie też satysfakcji, że „policzyliśmy się”. Albo że odnieśliśmy „kolejne moralne zwycięstwo”, bo co ze wzniosłej atmosfery jeśli mielibyśmy dalej być skubani przez jeszcze bardziej rozzuchwalonych kolejnym sukcesem wyborczym Zbycho-Miro-Rychów, oraz Tolę, gdyby obecny układ władzy miał przetrwać. Czy osoby uparcie lansujące pomysł bojkotu zrobiły wysiłek intelektualny i wyobraziły sobie prawdopodobne konsekwencje po wyborach wygranych przez obecny układ kuglarzy obiecujących zielone Irlandie, autostrady, redukcje podatków i zadłużenia?

Czy warto ryzykować zachowanie obecnego układu?

Czy obecny układ rządowy będzie działał suwerennie, aby chronić nas przed skutkami nadchodzącej globalnej zawieruchy? Czy to w trosce o nasze dobro i bezpieczeństwo ten rząd zakupił ogłuszacze oraz oślepiacze, zdublował dotychczas obowiązujące ustawy o objęciu tajemnicą wszystkiego co ważne, oraz naprędce dorobił nową ustawę o stanach wyjątkowych do wprowadzenia pod byle pretekstem „zagrożenia” cyberprzestrzennego, a więc na przykład WIRTUALNEGO? Warto się nad tymi pytaniami głębiej zastanowić czytając analizy sytuacji uznanych ekspertów np. tu:

Czy w zagrożeniach EGZYSTENCJI jakie są, można tracić czas na snucie kolejnych iluzji?

Czy można wciąż czekać na cud zamiast doprowadzić do drastycznego przemeblowania układu władzy w Polsce w obecnej sytuacji, kiedy wszyscy oprócz rządzącej kliki mówią już otwartym tekstem, że gospodarka jest rozgrabiana, zadłużenie nasze, naszych dzieci oraz wnuków rośnie w szybkim tempie i jest przed nami ukrywane, a skargi na bezprawie są ignorowane?

Czołowi politycy i ich dotychczas niezawodni dziennikarze wykazują niespotykane zdenerwowanie. Nie tylko w Polsce. A przyczyna obecnego podminowania tkwi w niespotykanej dotąd w historii skali przekrętu, w jakim wzięli udział. Zaczynało się w miarę niewinnie – trzeba było niewygodnych oponentów wydrwić i usunąć na boczny tor, o pewnych sprawach milczeć, inne nagłośnić, zorganizować poparcie społeczne dla deregulacyjnych „reform” i przyzwolenie dla bezkarności łobuzów, a potem także przestępców. Trzeba było podkręcić atmosferę zagrożenia dla większej inwigilacji oraz ograniczeń wolności w imię „bezpieczeństwa”. Początki były niemal niewinne – ot, takie tam naciąganie, trochę dla kawału, z czasem dla drobnych czy większych korzyści. A może lepiej zaszczep się, łykaj suplementy, żywność genetycznie modyfikowana jest OK, nie pytaj o chemiczne smugi lotnicze… Zaczynasz się stresować? Weź urlop, pobiegaj, pójdź na fitness, pogadaj z terapeutą, rozerwij się na imprezie, zapal… No jakoś to będzie.

Aż nagle biorący w tej innowacyjnej aktywności zawodowej politycy,  dziennikarze, prawnicy, lekarze, naukowcy, przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i inni specjaliści zaczynają dostrzegać, że zostali wciągnięci w znacznie poważniejsze przekręty, niż ich na początku zapewniano. Z takich układów trudno jest się wycofać bez dużego wstrząsu, ot tak, bo już więcej nie chcę albo nie mogę.

Ale taki wstrząs właśnie nadchodzi i od nas – obywateli tego kraju – w pewnej mierze teraz zależy czy będzie miał charakter pokojowy, czy siłowy i krwawy. Pamiętajmy o tych rodakach, którzy NAGLE zostali postawieni przed  perspektywą pałowania albo i strzelania do sąsiadów, znajomych, krewnych i do obcych. Ich też zaczynają męczyć stresy, strach oraz nocne koszmary, bo za śmietankę zgarniętą przez cwaniaków – głównie z zagranicy – przyjdzie im nadstawiać sumienia i karku, a może i życia. Wielu z ustawianych do walki odetchnie z ulgą gdy obłęd uda się zatrzymać.

Niech wreszcie przejrzą na oczy idealiści, którym się marzą sami uczciwi i mądrzy u władzy.
Niech wreszcie przejrzą na oczy wierzący, którym się marzą sami gorliwie wierzący u władzy.
Niech wreszcie przejrzą na oczy ateiści, którym się marzą sami pryncypialni niewierzący u władzy.
Niech wreszcie przejrzą na oczy narodowcy, którym się marzą sami „prawdziwi Polacy” u władzy.
Niech wreszcie przejrzą na oczy estetycy, którym się marzą elokwentni przystojniacy u władzy.

Dlaczego skutki bojkotu mogą być negatywne dla wszystkich?

Jeśli schowamy osobiste urazy i dziecinne mrzonki, a wykażemy rozsądek i determinację, to mamy szanse zatrzymać oszalały wir, który zaczął wciągać coraz liczniejsze odłamy społeczeństwa. Mało tego – jeśli się nam uda w demokratyczny sposób rozładować narosłe napięcie, to takie pokojowe rozwiązanie może się stać modelem dla rozbrojenia coraz głośniej tykającej bomby globalnych niepokojów. Ludzie na całym świecie zaczynają się budzić ze stanu błogiej niewiedzy. A wielkim błędem byłoby nie wykorzystanie szansy, jaką dał nam ostatnio los w postaci autentycznie zantagonizowanych ugrupowań politycznych, co stwarza warunki, że poszczególne tryby kontrolowanego układu będą iskrzyć – w obecnych realiach z korzyścią dla społeczeństwa.

Bo pomimo pozorów i medialnego szumu dla wytworzenia wrażenia wrogości obie główne partie w Polsce działały w istocie synergicznie, realizując wytyczony program, nie zawsze zgodnie z oczekiwaniami większości. Ale po 10.04.2010 ten krypto-symbiotyczny układ został zaburzony. Takie twierdzenie jest zasadne wobec poszlak wskazujących, że podczas rozgrywania eskalowanych animozji zdarzyła się (z pomocą zewnętrzną?) autentyczna tragedia, której rozważane scenariusze nie wykluczają, że jedna formacja zadziałała nie niekorzyść innej formacji i dla wyjaśnienia sprawy formacja poszkodowana powinna teraz uzyskać realny wpływ na procedury wyjaśniania szczegółów. Zapewnienie takiego wpływu przyspieszy ustalenie co wydarzyło się przed startem z Okęcia i potem.

Na czym polega pragmatyzm obecnej sytuacji?

Na pewno nie na czekaniu z założonymi rękami, że ktoś nas wyręczy w obronie naszych interesów. Pragmatyzm wymaga schowania szczytnych ideałów do kieszeni i odłożenia sympatii oraz antypatii, aby świadomym uczestniczeniem w wyborach doprowadzić do jak największej polaryzacji sceny politycznej w Polsce, z jej możliwie gruntownym przebiegunowaniem, oraz nadaniem kolejnej zmianie maksymalnej siły, aby nie powtórzyły się usprawiedliwiające wymówki, że tego czy tamtego nie udało się zrealizować, bo zabrakło mandatów, albo dlatego że koalicjanci zawiedli.

Pragmatyzm wymaga też, żeby grać nieco lepiej niż przeciwnik pozwala. A to oznacza, że bywają paradoksalne sytuacje, kiedy oddajemy głos na kandydata, który nie jest z naszej bajki. Ale w ten sposób wzmocniony może się okazać dla nas przydatny przez szczególny układ w jakim funkcjonujemy. Obecna sytuacja jest właśnie tego typu, że nasze różne bajki warto przetasować, bo nazbyt często zaczęły się powtarzać karety i pokery z ręki – niby tej rynkowej i niewidzialnej, ale z za szerokim rękawem.

Pragmatyzm wymaga, aby nie tylko stworzyć odpowiednio ukierunkowany układ rządzenia i nadać mu energię do działania, ale trzeba zapewnić również konsekwentną kontrolę, opiekę, a jak trzeba to i pomoc, aby układ nie osłabł albo nie zdegenerował się. Do tego służą konstruktywne kontakty z przedstawicielami na różnych poziomach, indywidualne wnioski lub masowe petycje, a jeśli trzeba to także uliczne manifestacje, akcje ulotowe, happeningi lub referenda. Władza powinna czuć wsparcie obywateli, a obywatele powinni mieć przekonanie, że mają wsparcie u władzy.

Ciekawe kto z uprawnionych do głosowania/bojkotu zna kulisy poprzednich wyborów?

Tu warto przypomnieć okoliczności ostatnich przedwczesnych wyborów. Otóż w okresie wakacyjnym 2007 podano w jednej z rozgłośni radiowych, że Państwowa Komisja Wyborcza ustaliła, iż wśród donatorów na rzecz partii zwycięskiej podczas kampanii wyborczej w 2005 roku była osoba mająca siedzibę poza granicami Polski, co jest sprzeczne z ordynacją wyborczą i skutkuje natychmiastowym wstrzymaniem wypłat dotacji dla partii rządzącej. W efekcie nastąpiły mało zrozumiałe ataki na koalicjantów, łącznie z prowokacją gruntową, i pomimo jej fiaska, z postawieniem niewinnego wice-premiera „w kręgu podejrzeń” dla zerwania umowy koalicyjnej i dla rozpisania przyspieszonych wyborów.
Zainteresowanym pozostawiam ocenę tych okoliczności wraz z rolą sił i środków, które sprawiły ażeby taka wadliwa donacja miała miejsce i aby w odpowiedniej chwili została ujawniona.

Wspomniany wcześniej prof. P. Śleszyński pokazał nam dobry przykład, jak banalnie prostą metodą i z wykorzystaniem powszechnie dostępnych danych można przeprowadzić inteligentną analizę i wykazać proceder fałszowania wyników wyborów. A przy tej okazji wyszło na jaw jak prymitywni, jak nieuczciwi i jak pazerni na władzę okazali się rządzący i nadzorujący lokalnie oraz  centralnie. Już choćby po tym przyłapaniu na oszustwie obecny tandem zasługuje na wyrzucenie na out, a goryczy niech im przysporzy fakt, że machlojki z „głosami nieważnymi” okazały się bardzo ważne!

Na zakończenie podam, że nie jestem zwolennikiem żadnej z partii, nigdy do żadnej partii nie należałem i należeć nie zamierzam. Zdaję sobie również sprawę, że moje wywody mogą być mylne. Mam także świadomość, że przedstawiona koncepcja może spotkać się z brakiem zrozumienia, albo spowodować ostrą krytykę oraz przeróżne podejrzenia i oskarżenia. Na szczęście mam czyste intencje, więc ewentualne urągania i obelgi nie przerażą mnie ani nie zniechęcą do dalszych poszukiwań dróg wyjścia z matni, w której wszyscy znaleźliśmy się dość niespodziewanie. Polacy wielokrotnie pokazywali sobie i światu, że
potrafią posługiwać się nie tylko ręką, nogą czy językiem. Podobno Jezus i to powiedział w trosce o nas: „Ojcze spraw, aby byli jedno…”

Reklamy