Dokąd prowadzą protesty na Wall Street i w innych miastach

Historyczny numer 1

Na podstawie artykułu z 3 października

To co się dzieje na Wall Street i w innych „okupowanych” miejscach w USA, powinno być dla nas nauczką w jaki sposób można prowadzić efektywne pokojowe demonstracje. Okupujący Polską przebierańcy się tylko śmieją z krzykliwych demonstracji Solidarności, nawet jeśli są to 80-tysięczne tłumy. „Pokrzyczą i przejdą” i to wszystko na co ich stać. Tylko stałe długotrwałe akcje mogą przynieść efekty – tak jak ta pod Pałacem Prezydenckim – dlatego delegowano tam tak licznych agentów by to rozwalić od środka. Amerykanie mają długą tradycje strajków „siedzących” – takich jak w latach 30-tych czy 60-tych.  
Przeglądając to co się działo w ciągu ostatnich kilku dni, zwróciłem uwagę na artykuł z 3 października, który porusza bardzo ważną kwestię organizacji protestów.

Otóż codziennie w Parku Wolności (Liberty Square) zbiera się co najmniej 1000 osób dyskutując w jaki sposób zmienić system, który kosztem 180 milionów biednych, utrzymuje 400 najbogatszych osób w tym kraju. Były dni, że na Wall Street znajdowało się 50 tysięcy protestujących, są i gorsze, gdy liczba spada do 5 tysięcy. Najdziwniejsze jest to, że protesty mają miejsce w samym sercu ośmiornicy bankowej i jak dotąd policja nie przystąpiła do usuwania wszystkich przebywających w centrum organizacyjnym na Placu Wolności, mimo że były takie groźby ze strony burmistrza miasta. Widać, że władze obawiają się podobnych efektów takiej ewentualnej interwencji jak w krajach arabskich, gdzie skończyło się to obaleniem reżimów.

Nie obywa się jednak bez agresji policji – jednakże każdego następnego dnia do protestów dołącza jeszcze więcej ludzi. Przyczyną jest to, że nastąpił moment przełamania wewnętrznego oporu – Amerykanie widzą jak z dnia na dzień stają się coraz biedniejsi, a system jedynie co może zaoferować to nowe podatki, które mają służyć zaspokojeniu chciwości elit. Już dzisiaj ponad 25 milionów Amerykanów jest bezrobotnych, 50 milionów nie ma podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego, 100 milionów żyje praktycznie w nędzy (choć ta nędza nie jest jeszcze tak oczywista jak polska). Protestują ci co dali się oszukać lichwie – ludzie, którzy utracili domy na skutek przejęcia ich przez banki, studenci, którzy nie mogą sprostać opłaceniu czesnego, mimo że mają pracę – tak bowiem wysokie są koszty studiowania. Jest to całkiem nowa generacja Amerykanów, którzy nie mają przyszłości, a media śmieją im się w twarz takimi programami jak „Taniec z Gwiazdami” (Dancing with the Stars). Wbrew temu co się mówiło o nich, że są zdegenerowani, nastawieni nihilistycznie do przyszłości, dekadenccy, ci młodzi ludzie postanowili wziąć swoją przyszłość w swoje ręce, wiedząc że na pewno nie obędzie się bez ofiar. |

Na razie są ich tysiące, to za mało by wygrać – potrzeba dziesiątków tysięcy, nie tylko podpisujących listy na Facebooku, bo to tez nic nie daje, ale aktywnie uczestniczących w stałych protestach. Największą przeszkodą w sukcesie nie są akcje pacyfikacyjne policji, ale obawa przed czynnym udziałem w protestach, a czasem nawet niepotrzebna krytyka i cynizm ze strony osób, które w ten sposób chcą wytłumaczyć swój strach.
Na pewno czynnikiem destrukcyjnym są tu publikacje w gazetach takich jak New York Times, które ośmieszają protestujących, jednak trzeba to ignorować i robić swoje.
Plac Wolności wygląda na razie chaotycznie, ale jest to pozorny chaos, jest to bowiem laboratorium możliwości, które jest elementem piękna demokracji.  Potężny ruch się dopiero rodzi, i to on doprowadzi do usunięcia nie jednego dyktatora, ale całego reżimu, który opanował stolicę.

Pomysłów na przyszłość jest wiele – od zaniechania korporacyjnych osobowości (człowiek dla systemu jest w USA korporacją, stąd np. nazwiska i imiona pisane dużymi literami w instytucjach takich jak sądy), wprowadzenie „podatku Tobina” (opłata za szybkie transakcje międzynarodowe), nacjonalizacja banków czy uspołecznienie opieki zdrowotnej, upublicznienie zbankrutowanych domów, budowa „zielonej” infrastruktury, itp. Pomysły się tworzą na miejscu, nikt nie przyszedł z gotowym programem – i to jest właśnie atut tego co się tam dzieje, gdyż trudno jest przejąć ruch, który nie ma założeń programowych.
To co się dzieje na Wall Street jest przykładem tworzenia historii przez w sumie niewielkie grupy osób, które zdecydowały się na konkretne działanie w kierunku zmiany systemu.

Taka była pierwsza „Solidarność” dopóki nie narzucono jej „programu” – wtedy nastąpiła pacyfikacja ruchu, przez agresywnie działających agentów systemu. Ci agenci są dzisiaj znów wykorzystywani by przejąć ruch w USA – już  jako stare niedołężne dziadki.
Moim zdaniem na nic się to nie zda, ja dobrze znam tych ludzi, którzy protestują na Wall Street, uczestniczyłem wraz z nimi w demonstracjach nowojorskich, przychodzili do mojego basementu na Wall Street, gdzie tłumaczyli mi podstawy Nowego Porządku Świata, gdzie obudzili mnie z hipnozy wprowadzonej przez satanistyczne media. Ci ludzie wiedzą więcej niż nam się wydaje, to właśnie oni wprowadzają na internet zakazane publikacje, jak książki Eustace Mullinsa, powielają opracowania Lyndona LaRouche, rozpowszechniają niepoprawne politycznie artykuły Christophera Jon Bjerknesa, codziennie edukują przez megafon setki osób na Union Square czy Washington Square, to oni stoją z wielkimi planszami „911 was Inside Job”. Takich ludzi w Nowym Jorku są setki tysięcy, o ile nie miliony. Do tej pory milczeli, czekali na znak. I ten znak nastąpił.
Nie wróżę długiego rządzenia psychopatom w USA.

WIDEO

Dzisiejsze demonstracje w ponad tysiącu miast świata:

Przymiarka do komór gazowych? >W sieć i gazem

WARNING – El Hierro – HAARP, Henning Kemner >część 1 >część 2

WYWIAD DNIA: >Tajemnice wody – Wywiad z Masaru Emoto [PL]

Reklamy