Echa wystąpienia Min. Radosława Sikorskiego

Sprawa przemówienia wygłoszonego przez polskiego Ministra Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego. Jak się okazuje, przemówienie jest dziełem byłego ambasadora brytyjskiego w Polsce Charlesa Crawforda. Wpadka wyszła przy analizie metadanych pliku pdf z przemówieniem – na tym blogu pisał o tym już następnego dnia po aferze jedn z komentujących. 

Teraz sprawa nabiera rangi afery międzynarodowej, choć kryminalne media nawet o tym fakcie nie wspominają! Tłumaczenia Crawforda, że był tylko konsultantem są nonsensem, nikt by nie umieszczał nazwiska konsultanta jako autora w tak ważnym dokumencie. To, że nazwisko w ogóle się tam znalazło wynika zapewne z hierarchicznego układu jaki obowiązuje w Imperium Brytyjskim – programista służalczo umieścił nazwisko prawdziwego autora by nie podpaść szefowi.
A Radek Sikorski przecież do 2006 roku był jednym z poddanych Jej Królewskiej Mości. To, że się zrzekł obywatelstwa powinno uczynić go niezależnym, ale widać. że tak być nie musi.

To, że przemówienie polskiego ministra przedstawia brytyjsko-europejskie interesy, jest tylko potwierdzeniem tego, co mówił Lyndon La Rouche w wywiadzie dla Alexa Jonesa – że cała Unia Uropejskka jest tworem w pełni kontrolowanym przez Koronę Brytyjską, a ta z kolei to nic innego jak królestwo Illuminati – międzynarodowych bankierów, głównie Rotszyldów. Królowa Brytyjska wcale nie jest z rodu Windsor, a Saxe-Coburg-Gotta, a może i Mountbatten, twierdzi, że jej linia rodowa prowadzi wprost do … Adama. Niezależne publikacje dowodzą jednak, że linia rodowa prowadzi wprost do króla Dawida, a Brytyjczycy są „zaginionym plemieniem Izraela”. Jeszcze królowa Wiktoria chwaliła się publicznie swoim pochodzeniem, teraz jednak jest to starannie ukrywane przed opinią publiczną.
Jak wiadomo bowiem z Biblii, potomkowie króla Dawida, byli zawsze dla ludzkości zmorą, a już jego syn, król Salomon, stał się okultystą, co jest oficjalną religią Illuminati aż do dnia dzisiejszego. Wspólnie z innymi rodami „oświeconych” jak Rotszyldzi, Królowa Brytyjska tworzy obecnie Nowy Ład Światowy, który już w samych założeniach ma być najgorszą tyranią jaką znała ludzkość.

Zatem to co mówi min. Sikorski, nie powinno być dla znających temat żadnym zaskoczeniem – jest dowodem na to, że „teorie konspiracji” nie są niczym innym jak faktami.
I teraz trzeba będzie stanąć przed tymi faktami z podniesioną przyłbicą. Jak widać z większości publikacji, także tych poniższych, nikt w Polsce nie zdaje sobie ze skali konspiracji.

Materiały:

Poniższe publikacje otrzymałem e-mailem.

Szanowni Członkowie i Sympatycy Wrocławskiego Komitetu Patriotycznego,

Drodzy Patrioci,

 Ostatnie wydarzenia w Polsce, których swoistą kulminacją jest berlińskie tournee jednego z „ministrów” i jego wiernopoddańcza mowa, przywodząca na myśl najgorsze wspomnienia Targowicy, są bezpośrednim następstwem operacji „wybory”, którą autorzy „paktu okrągłego stołu” przeprowadzili wspólnymi siłami władz opozycji. Chciałoby się mieć nadzieję, że ten kolejny milowy krok na drodze do zniewolenia Polski otworzy oczy wszystkim jej prawdziwym Synom, ale widząc, jak bardzo są oni podatni na „formatowanie własnych reakcji”, obawiam się, że i to może być za mało, aby korzystając jeszcze z ostatków swobody, uznali bezwzględną konieczność własnego udziału w skoordynowanych działaniach ratowniczych.

Coś jest bowiem zaklętego i przeklętego zarazem, w tym bezwolnym chocholim tańcu, w tych dętych oburzeniach, w tych niekończących się protestach … i w tych ostatnio marszach. Kto bowiem o zdrowych zmysłach, patrząc jak mordują mu Matkę, zamiast stanąć w jej obronie, wystawia stolik i zbiera podpisy lub ubiera buty, by dreptać w pochodzie? Kto nam tę Narodową Świadomość na węzeł gordyjski zawiązał i chowa go pod coraz to nowymi konferencjami i bałamutną paplaniną, aby tym trudniej rozwiązać go można? Kto nas do głupoty zmusza i za mądrość największe idiotyzmy wpaja?

Ci sami!!! Z każdej strony oni!!! Zanim przeprowadzą akcję, co serca Polaków poruszy i zgrozą napełni do granic, przygotowują reakcję – podsycają tłumy i kreują „swoich” liderów sprzeciwu. To makabryczna sztafeta pokoleń, w której na rzeź wiedziony Naród, coraz to nowych dostaje strażników, za każdym razem jednak, z początku pławiony nadzieją, że wyzwoliciele w końcu go prowadzą i wolności nareszcie doświadczy.

Dla reżyserów „paktu okrągłego stołu” jasnym stał się fakt, iż zaprojektowana tam formuła władzo-opozycji właśnie się wypaliła. Działania koncesjonowanego „oporu”, którego naczelnym zadaniem było zabezpieczanie segmentu władzy i grabieży, stały się czytelne nawet dla niezbyt wyrobionych politycznie tubylców. Pomysł, aby w coraz bardziej nabrzmiewającej sytuacji, legitymizować wynik tzw. „wyborów” za pomocą zmontowanego przez „jedyną partię opozycyjną” Biura Ochrony Wyborów i armii mężów zaufania, obnażył perfidię i cynizm koncepcji rozstroju Państwa Polaków. To już dalej ujechać nie zdoła.

Trzeba więc montować rozwiązania nowe, aby przypadkiem ta zabójcza dla ohydy a kiełkująca nad Wisłą, Idea Wolności, spod kontroli się nie wymsknęła i „nie zatruła” narodów ościennych, co do swobody podobnie wzdychają. I montownie pracują pełną parą, nie przejmując się rutyną, bo kto powiedział, że na platformę mogła ewakuować się tylko skompromitowana władza-, jak widać, że może również skompromitowana -opozycja.

O tak!!! Smutne to i śmiertelnie niebezpieczne; obliczone na uciemiężenie następnych pokoleń i państwowy niebyt. Można odnieść wrażenie, że Wielka i Niezwyciężona Polska wydana została w arendę druciarzy i handlarzy szmat, i do ich poziomu Majestat Jej ma być sprowadzony. Lichwa im religią a cnotą zaprzaństwo.

Patrzeć jednak trzeba zawsze przyczyny, nie skutku. Jeżeli więc nowa ściele się nam Targowica, to początek jej w obecnym sejmie i senacie, a poprzez rząd, sprawą tego, kto nim dyryguje. Stąd, gdy po wyskoku takim nie zostanie odwołany rząd, obie izby powinny się rozwiązać. Gdy zaś braknie tam mężów, aby to uczynić, każdy poseł i senator, ostatki choćby honoru posiadając, winien złożyć mandat na znak protestu i, aby nic wspólnego z tą robotą przeciw Narodowi nie mieć. Lepsze to niż do końca życia hańbą się okrywać i w testamencie potomnym zostawić.

Jeżeli zaś zgoła nic się takiego nie stanie, pomimo grzechów, których o pomstę niebo trzeba monitować, to miejcie chociaż Polacy kochani w końcu pewność, co do kondycji moralnej i patriotyzmu zgromadzonych tam person i już nigdy nie popełniajcie błędów owych wybierania – cokolwiek by się stało i w jakiekolwiek piórka stroić się gotowi.

 Podobnie jednak, jak „okrągły stół” miał swoje odwody zabezpieczające, swoje najbardziej radykalne i „walczące” z nim organizacje i partie, tak i obecny projekt główny, ma naszykowane projekty zapasowe i uzupełniające. Jednym z nich zdaje się być próba zebrania polskich patriotów w kolejne w historii „stronnictwo stańczyków” i wepchnięcia ich pod berło błaznów przewodników, by zamiast się organizować i w potęgę narodową wiązać, chodzili po ulicach jak stada baranów.

 Polacy, to nie droga do Wolnej Ojczyzny, lecz przyszłe kibitki większej Jej niewoli!!!

 Marek Delimat

Grupa Inicjatywna Wrocławskiego Komitetu Patriotycznego

Sikorski do Polaków i Niemców: układ z Dorotheenstrasse wciąż obowiązuje!

Zabieram głos, bo choć nie milkną echa niedawnego wystąpienia Radosława Sikorskiego w Berlinie, wciąż brakuje mi w nich rozumienia niuansów wielkiej polityki, tej, która tworzy przestrzenie nie na rok, dwa, ale na całe dziesięciolecia. Zdecydowana większość komentatorów koncentruje się bowiem na słusznej zresztą krytyce wasalizacji państwa polskiego względem Republiki Federalnej Niemiec – tak charakterystycznej dla naszej
klasy politycznej i teraz ex catedra potwierdzonej przez szefa MSZ. Nikt jednak jak dotąd nie spróbował
odpowiedzieć na kluczowe pytanie: po cóż to Sikorski tak otwartym tekstem wyraził polską zgodę na hegemonię Niemiec w Europie, skoro polityka niemiecka ogrywa nas nieprzerwanie od trzydziestu lat, gwałci i skutecznie pacyfikuje? Czyż tego wszystkiego Donald Tusk nie szepcze codziennie Angeli Merkel bezpośrednio do ucha?

Otóż głos Sikorskiego wybrzmiewający na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej tylko w małym stopniu był głosem polskiej dyplomacji. Słowa, które tam padły, mają całkiem inny rodowód: był to akt politycznej demonstracji mecenasów niezwykłej kariery Radosława Sikorskiego, deklaracja tych, którzy za gardło trzymają światową politykę i pociągają za tysiące z pozoru nie powiązanych ze sobą sznurków. Tych, którzy projekt o nazwie Unia Europejska tylko na jakiś czas oddali w berlińskie zwierzchnictwo.
Już od kilku miesięcy wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że drogi dotychczasowych sojuszników w ujarzmianiu narodów Europy zaczynają się rozchodzić. Teraz za pośrednictwem Sikorskiego spróbowano to zatuszować i hucznie ogłoszono aktualność tego aliansu. Dlaczego jednak nie potwierdzono go – zgodnie z
dotychczasową praktyką – w ciszy lożowych gabinetów? I dlaczego narzędziem uczyniono szarą eminencję polskiej polityki?

Do podręcznika public relations sięgnięto po to, by odebrać nadzieje tym przeciwnikom Unii Europejskiej, którzy właśnie w konflikcie jej głównych architektów i żandarmów dostrzegli szansę na przywrócenie swoim ojczyznom pełnej suwerenności. W naszym kraju tezy takie od dłuższego czasu formułuje Stowarzyszenie Unum
Principium, które patrząc z polskiej perspektywy widzi pewną analogię pomiędzy dniem dzisiejszym a okresem bezpośrednio poprzedzającym wybuch pierwszej wojny światowej, w konsekwencji której zrodziła się nasza niepodległość. Do tak myślących patriotów za pośrednictwem Sikorskiego wysłano jasny komunikat: żadnych
marzeń! Wielotysięczny Marsz Niepodległości na tyle bowiem wystraszył słabnących grabarzy naszej wolności, że zdecydowali się na naprężenie muskułów i odegranie swoistego przedstawienia. Nie zdołają jednak zaczarować tym rzeczywistości. To, co sztuczne i nienaturalne, musi ustąpić pola oryginałowi. Kwestią jest tylko
czas i cena, jaką nam przyjdzie za to zapłacić.

Krzysztof Zagozda

Reklamy