Żydowski wydawca nawołuje do zabójstwa Prezydenta USA

13 stycznia b.r. wydawca żydowskiego tygodnika Atlanta Jewish Times Andrew Adler, w swojej kolumnie rozważał w jaki sposób premier Izraela Netanyahu powinien się rozprawić z Iranem oraz innymi zagrożeniami dla Izraela. Podał trzy możliwe scenariusze, takie jak atak militarny na Hamas i Hezbollah, bombardowania irańskich ośrodków badań nuklearnych czy wreszcie w trzecim scenariuszu – użycie agentów Mossadu w USA w celu usunięcia prezydenta „nieprzyjaznego” dla Izraela, by w efekcie dać możliwość rządzenia jego zastępcy, który byłby bardziej chętny na usunięcie zagrożenia.

Artykuł, w którym Adler proponuje zabójstwo Obamy

(Jak wiadomo zastępca Obamy, Joe Biden, który deklaruje się, że jest praktykującym katolikiem, jednocześnie publicznie oświadczył, że jest syjonistą (http://www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-3586542,00.html)).

Adler swój pomysł tłumaczy w ten oto sposób:

„Tak, dobrze przeczytaliście numer trzy. Należy wydać rozkaz uderzenia na prezydenta, by Izrael mógł dalej istnieć. Pomyślcie o tym. Jeśli ja wymyśliłem ten scenariusz w stylu Toma Clancy, to czy ten niesamowity pomysł nie mógłby być rozważany przez przywództwo Izraela?
Realizacja scenariusz nr. 3 (przypominam – dotyczy zamordowania Prezydenta USA!) odnosi się do rozważania tego jak radykalne kroki należy podjąć by ocalić naród składający się z 7 milionów Żydów, Chrześcijan i Arabów”

Jak wiadomo, w USA jedynym wyjątkiem, który ogranicza wolność słowa, są groźby wobec Prezydenta, szczególnie zamachem. Secret Service podjął więc śledztwo, Adlera jednak nie aresztowano. Żydowskie grupy adwokackie, jak Anti Defamation League i NJDC próbują odkręcić sprawę oficjalnymi oświadczeniami na temat tej „skandalicznej wypowiedzi”. Dyrektor ADL, Abraham H. Foxman, oświadczył:

„To nawet nie może być rozpatrywane jako fikcja. To są nieodpowiedzialne i ekstremistyczne słowa. Są skandaliczne i nie do zaakceptowania. Szkodę można zapewne naprawić przeprosinami. Brak umiejętności odpowiedniego osądu pana Adlera jako wydawcy, rodzi poważne zastrzeżenia co do pełnienia przez niego tej funkcji”.

NJDC, National Jewish Democratic Council (Państwowa Żydowska Rada Demokratyczna) określiła publikację Adlera jako „godną pogardy”. Jej prezes David Harris uznał, że „ośmielenie się na podsuwanie takich podłych pomysłów na łamach gazety przez jej wydawcę, i to żydowskiej gazety, jest poza wszelką krytyką”.

Andrew Adler przeprosił za tę publikację, jednak nadal jest wydawcą Atlanta Jewish Times. Oto nagranie tego drania przepraszającego na antenie: http://www.youtube.com/watch?v=jnOLxhJQbfc  szuja się popłakał żeby nie wylądować w pierdlu.

Tygodnik powstał w 1925 roku i na początku nazywał się „Southern Israelite” (Południowy Izraelczyk). W 1980 roku przejął go właściciel Baltimore Jewish Times Charles Buerger, po jego śmierci w 1996 roku właścicielem był jego syn Andrew. W 2000 roku sprzedał go Jewish Renaissance Media (Media Żydowskiego Odrodzenia).
Andrew B. Adler z Metro Jewish News, przejął tygodnik 14 kwietnia 2009 roku, który był w stanie upadku z tylko 3,500 osobami kupującymi subskrypcję i 5 członkami redakcji. Udało mu się jednak ponownie ożywić gazetę, przenieść do nowego biura i zwiększyć skład redakcji do 10 osób (Wikipedia).

Sprawa publikacji Adlera w Atlanta Jewish Times została by niezauważona, gdyby nie Fox News Rupperta Murdocha. O dziwo, zaraz po publikacji w Fox News, za rzekome podsłuchy telefoniczne, w Londynie aresztowano 5-ciu dziennikarzy z The Sun, który jest też własnością Murdocha. Aresztowaniem zagrożony jest sam syn Murdocha, James, który już ustąpił z pozycji prezesa News International.

==========================================================================

Przypomina to do złudzenia skandal jaki wybuchł w 2003 roku w New Jersey, po publikacji rasistowskiej książki Romemut Yisrael Ufarashat Hagalut (Żydowska wyższość rasowa i kwestia wygnania) przez rabina Sadya Grama z Lakewood. Książkę wydano za pieniądze federalne przekazane w wysokości 500,000 dolarów społeczności żydowskiej na bibliotekę Holocaustu przez senatorów Franka Lautenberga i Jona Corzine (tak, ten sam, który niedawno zdefraudował bank MF Global na ponad 1,3 miliarda dolarów!).
Książka przedstawiała opinię nie tylko autora, ale i najbardziej prominentnych liderów żydowskich, takich jak sam dyrektor uczelni w Lakewood – rabin Aryeh Malkiel Kotler, który napisał do niej przedmowę.

Grama argumentował, że różnica pomiędzy Żydami i Gojami (nie-żydami) jest jednoznaczna – Żyd jest z natury i w swojej kwintesencji dobry, podczas gdy Goj jest kompletnie diabelski. Kwestia rozróżnienia dotyczy więc nie religii, ale tego, że są to dwa zupełnie odmienne gatunki. Nie jest to różnica kulturowa, ale genetyczna i jest niemożliwa do naprawienia. Grama uważał też, że Żydzi będą odnosić sukcesy tylko wtedy, gdy Goje będą mieli same katastrofy. A Holocaust był wynikiem tego, że ówcześni Żydzi byli aroganccy i dali się zasymilować (!).

Książka została opublikowana po hebrajsku, jednak doniesiono o tych rasistowskich treściach gubernatorowi New Jersey, Jamesowi McGreevey – z mojej wiedzy był to ktoś z otoczenia ówczesnego prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, Edwarda Moskala, kto czytał w magazynie „Forward” publikację uczciwego Żyda ortodoksyjnego Allena Nadlera, dyrektora Jewish Studies Program na Uniwersytecie Drew w Madison.
Mimo, że sprawa książki rabina Grama była bardzo głośna, to obecnie wszystkie publikacje, które były w internecie znikły, pozostało tylko kilka wzmianek na forach, które można znaleźć tylko znając szczegóły afery.

McGreevey potępił publicznie publikację książki, z tego co pamiętam, została ona wycofana ze sprzedaży. Ale niedługo potem McGreevey musiał zrezygnować ze stanowiska gubernatora New Jersey, gdyż wybuchła afera, że jest on … homoseksualistą!
Doniósł na niego jego doradca d.s. bezpieczeństwa o odpowiednim nazwisku Golan Cipel, który był też izraelskim wojskowym.
Katolik irlandzkiego pochodzenia, James McGreevey, był w bardzo przyjaznych stosunkach z Polonią w tym stanie. Sam rozmawiałem z nim wielokrotnie – uważam, że był to wyjątkowy przykład uczciwego polityka, człowieka, który znalazł się na tej wysokiej pozycji tylko dzięki przedsiębiorczości, a nie poparciu grup lobbystycznych.

Z wiarygodnych źródeł w Kongresie Polonii Amerykańskiej w New Jersey wiadomo mi, że McGreevey wcale nie był homoseksualistą i że tym sposobem dano mu wygodną, choć niezbyt honorową szansę na rezygnację z urzędu gubernatora. Do dzisiaj wiele osób pamięta moment, gdy na łamach ogólnoamerykańskiej telewizji McGreevey oświadczył, że jest”gejem Amerykaninem” i, że ponieważ to ukrył przed wyborcami, to rezygnuje z pozycji gubernatora. Mówiąc to mocno trzymał za rękę swoją żonę, a ona się tajemniczo uśmiechała….
W świetle tej afery, należy też wspomnieć o jeszcze jednym tragicznym wydarzeniu, które moim zdaniem nie jest przypadkowe – śmierci Prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala. W ciągu roku zabiła go wyjątkowo agresywna cukrzyca – najpierw odjęto mu nogę, potem po kilku miesiącach skonał w bólu. W kręgach polonijnych mówiło się o zakażeniu wirusem, który może wywoływać tak gwałtownie przebiegającą cukrzycę.
Obecnie, po kilku latach są wyraźne próby zniszczenia pamięci po prezesie Moskalu, robi się z niego agenta komunistycznych służb specjalnych, Mossadu, a pamiętajmy, że to właśnie on był na tyle odważny by krytykować amerykańskich syjonistów za ich rasizm i ksenofobię.

Materiały:

Pikieta pod Sejmem – Koalicja Polska Wolna od GMO

Reklamy